Oj, te 2 tygodnie szybko zeszły ...
Mieszkałem głównie u rodziców w Urzucie, tzn. z dala od Warszawy, ale widać było że się ojciec za mną stęksknił bo mnie ciągle wszędzie woził :P.
Na święta przyjechało do Polski dużo znajomych i rodziny, poza rodziną z Francji również kuzynka Joasia z mężem z Indii, a znajomi też z Anglii, Belgii, Francji wrócili na święta.
Wigilia była bardzo miła ale mała, z dziadkami w piątkę, ale na 2 dzień świąt 17 osób przyjechało do Urzutu i było bardzo tłumnie i rodzinnie. Miałem napięty program spotkań ze znajomymi, ze Staszica, z Japońskiego, z Kafla, klubu, wizyta na uniwersytecie u profesora ...
Zrobiłem też duże zakupy ubraniowe, nie żeby były znacznie tańsze niż w Japonii(i tak w większości produkcja Chińska, a oni mają bliżej), ale jest większy wybór w moich rozmiarach, bardziej w moim guście, no i brak bariery komunikacyjnej przy zakupach.
Na Sylwestra poszedłem do znajomych - Michała Kusia i Agnieszki (niedługo Kuś), było kameralnie - jeszcze tylko Rafał i Leszek - wszyscy starzy znajomi ze Staszica i Elektroniki (oprócz Agnieszki, ona też PW, ale Chemia). Nie było może hucznie, ale bardzo miło, i być możliwe Michał z Agnieszką przyjadą na podróż poślubną do Japonii( nie będę na ich ślubie :( ).
Niestety moja wizyta się szybko skończyła. Przy wylocie (do Monachium, jeszcze przystanek u Ani, siostry cioteczniej) strasznie się zaskoczyłem. Leciałem z Etiudy, i do check-inu była kolejka na 1,5h, w tym 30 min na zewnątrz terminalu ... jak to porównać z Nagoyą, jakby nie mówić dopiero 3 lotniskiem Japonii, to wypada strasznie blado.
Friday, January 11, 2008
Wizyta w Wilnie
Ostatnie dni przed wyjazdem spedzilem glownie na zakupach, tzn z rana jezdzilem do Sakae, Osu Kannon i dworca na zakupy, a po poludniu japonski i laboratorium.
Piatek, dzien przed moim wyjazdem do domu, okazal sie bardzo zlym rozpoczeciem swiat. Brat mojego znajomego, Wojtka, zmarl w wypadku, co Wojtek mocno przeżył. Wrócił do Polski w niedzielę. Piątek był też w moim laboratorium dniem „Oo souji” – wielkiego sprzątania. Dosłownie od rana czyściliśmy wszystko, zaczynając od wszystkich lamp sufitowych, przeczesywaniu wszystkich szafek, sprzątaniu biórek, przedmuchiwaniu komputerów ...
Sobota była dniem lotu do Polski. Na lotnisko pojechałem z Borysem, bo on odbierał swoją dziewczynę, Anne, która lądowała 3 h przede mną. Mileiśmy ją rozpoznać jako „tą z najwiękzą ilością bagażu”, ale nie rozpoznaliśmy bo jej bagaż zgubili . Lot był szybki i przyjemny, to był chyba mój najdłuższy widziany zmierzch. Finnair zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie, widać że wykorzystują możliwości płynące z lokalizacji Helsinek (idealna do lotów Azji Wschodniej.). Lotnisko Wileńskie też zrobiło na mnie wrażenie, ale zupełnie inne. Wyglądało jak niezaduży dworzec kolejowy, wielu oczekujących na znajomych po zobaczeniu ich na hali przylotów (tej z gdzie się odbiera bagaże) po prostu wchodzili im pomóc odebrać bagaż! Celników 0, bezpieczeństwo ... na drugim krańcu paranoi która teraz na lotniskach panuje. A, i zgubili mi w Helsinkach bagaż, musiałem kolejnego dnia odbierać ( przez wejście na halę przylotów i własnoręcznie zdjęcie go z taśmy, a jakże).
Wilno ... jest naprawdę pięknym miastem. Zatrzymaliśmy się w domu polskich ojców franciszkanów, 5 min piechotą od Ostrej Bramy. Sporo pochodziliśmy po starym mieście i okolicach, jak zawsze szczególnie po (licznych) kościołach i cerkwiach wstępując. Stare miasto jest tam duże, głównie w stylu barokowym. Fronty robią bardzo duże wrażenie, ale wejść tylko w boczne uliczki i natrafia się na całkowite ruiny. Widać że dużo cały czas remontują, ale do zrobienia im jeszcze sporo zostało ... Musiało to wyglądać tragicznie w 1991. Najgorzej jest z kościołami. W czasach sowieckich w dużej części były używane na różne dziwne sposoby lub po prostu opuszczone, wiele jest wewnątrz całkowicie zniszczonych.
Widać bardzo dużo wpływów Polskich, po Polsku można się prawie wszędzie dogadać, a jak nie po Polsku, to po Rosyjsku. Niestety jest sporo żebrzących, wielu z nich specjalnie celuje na Polaków. Warto zobaczyć Matkę Boską Ostrobramską. Jej kaplica jest bezpośrednio nad Ostrą bramą, tak że widać ją z ulicy, z wewnątrz dawnych murów. Obraz i wota do obrazu robią wrażenie, ale większe wrażenie robi to że dużo osób przystaje i na prawdę żegna się przechodząc przez bramę / pod obrazem.
Piatek, dzien przed moim wyjazdem do domu, okazal sie bardzo zlym rozpoczeciem swiat. Brat mojego znajomego, Wojtka, zmarl w wypadku, co Wojtek mocno przeżył. Wrócił do Polski w niedzielę. Piątek był też w moim laboratorium dniem „Oo souji” – wielkiego sprzątania. Dosłownie od rana czyściliśmy wszystko, zaczynając od wszystkich lamp sufitowych, przeczesywaniu wszystkich szafek, sprzątaniu biórek, przedmuchiwaniu komputerów ...
Sobota była dniem lotu do Polski. Na lotnisko pojechałem z Borysem, bo on odbierał swoją dziewczynę, Anne, która lądowała 3 h przede mną. Mileiśmy ją rozpoznać jako „tą z najwiękzą ilością bagażu”, ale nie rozpoznaliśmy bo jej bagaż zgubili . Lot był szybki i przyjemny, to był chyba mój najdłuższy widziany zmierzch. Finnair zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie, widać że wykorzystują możliwości płynące z lokalizacji Helsinek (idealna do lotów Azji Wschodniej.). Lotnisko Wileńskie też zrobiło na mnie wrażenie, ale zupełnie inne. Wyglądało jak niezaduży dworzec kolejowy, wielu oczekujących na znajomych po zobaczeniu ich na hali przylotów (tej z gdzie się odbiera bagaże) po prostu wchodzili im pomóc odebrać bagaż! Celników 0, bezpieczeństwo ... na drugim krańcu paranoi która teraz na lotniskach panuje. A, i zgubili mi w Helsinkach bagaż, musiałem kolejnego dnia odbierać ( przez wejście na halę przylotów i własnoręcznie zdjęcie go z taśmy, a jakże).
Wilno ... jest naprawdę pięknym miastem. Zatrzymaliśmy się w domu polskich ojców franciszkanów, 5 min piechotą od Ostrej Bramy. Sporo pochodziliśmy po starym mieście i okolicach, jak zawsze szczególnie po (licznych) kościołach i cerkwiach wstępując. Stare miasto jest tam duże, głównie w stylu barokowym. Fronty robią bardzo duże wrażenie, ale wejść tylko w boczne uliczki i natrafia się na całkowite ruiny. Widać że dużo cały czas remontują, ale do zrobienia im jeszcze sporo zostało ... Musiało to wyglądać tragicznie w 1991. Najgorzej jest z kościołami. W czasach sowieckich w dużej części były używane na różne dziwne sposoby lub po prostu opuszczone, wiele jest wewnątrz całkowicie zniszczonych.
Widać bardzo dużo wpływów Polskich, po Polsku można się prawie wszędzie dogadać, a jak nie po Polsku, to po Rosyjsku. Niestety jest sporo żebrzących, wielu z nich specjalnie celuje na Polaków. Warto zobaczyć Matkę Boską Ostrobramską. Jej kaplica jest bezpośrednio nad Ostrą bramą, tak że widać ją z ulicy, z wewnątrz dawnych murów. Obraz i wota do obrazu robią wrażenie, ale większe wrażenie robi to że dużo osób przystaje i na prawdę żegna się przechodząc przez bramę / pod obrazem.
| 2007年12月23 |
Sunday, December 16, 2007
NUFSA Party i Kolendy u Piotrka i Karoliny
Witam po dłuższej przerwie,
ostatni tydzień przed wyjazdem do Polski, przez co kupuję już prezenty, rzeczy o które prosili znajomi, i przygotowuję się do pakowania.
Jednak ... w ten weekend nic nie kupiłem, ponieważ w sobotę było NUFSA (Nagoya University Foregin Students Association) Christmas Party, na które oczywiście poszedłem (jako członek NUFSy).
Z organizacyjnego punktu widzenia było to bardzo proste party - tzn. my: A) Wynajeliśmy bar, B) Zamówiliśmy jedzenie w restauracji i C)Staliśmy na bramce (no, jeszcze oczywiście plus reklama). Zaiste, party łatwo się w Japonii robi. A wyszło bardzo ciekawie, przyszło około 60 osób (plany na 100 były, co prawda), i się dobrze bawiliśmy.
Dziś były kolendy u Piotrka i Karoliny Siwickich, na których zebrała się większość Polaków w Nagoi, tzn wszyscy których znałem (plus paru tórych nie znałem) minus Monika. Przyjechała też rodzina Kusiaków, którzy wrócili do Polski tuż przed moim przyjazdem. Muszę powiedzieć że niesamowicie mili ludzie. Pośpiewaliśmy kolędy(akompaniament - Zbyszek), pojedliśmy (każdy przynosił 1 danie - ja rybę w galarecie która zajeła mi sobotnie popołudnie), i przegadaliśmy dobre 4-6 godzin.
Karolina i Piotrek też jadą na święta do Polski (z tego kolendy tydzień wcześniej), i okazało się że lot powrotny do Japonii mamy tym samym samolotem, więc koło 8 wyszedłem od nich żegnając się "Do zobaczenia w Helsinkach!" (lecimy Finairem przez Helsinki, tylko że ja z Monachium a oni z Warszawy).
ostatni tydzień przed wyjazdem do Polski, przez co kupuję już prezenty, rzeczy o które prosili znajomi, i przygotowuję się do pakowania.
Jednak ... w ten weekend nic nie kupiłem, ponieważ w sobotę było NUFSA (Nagoya University Foregin Students Association) Christmas Party, na które oczywiście poszedłem (jako członek NUFSy).
Z organizacyjnego punktu widzenia było to bardzo proste party - tzn. my: A) Wynajeliśmy bar, B) Zamówiliśmy jedzenie w restauracji i C)Staliśmy na bramce (no, jeszcze oczywiście plus reklama). Zaiste, party łatwo się w Japonii robi. A wyszło bardzo ciekawie, przyszło około 60 osób (plany na 100 były, co prawda), i się dobrze bawiliśmy.
Dziś były kolendy u Piotrka i Karoliny Siwickich, na których zebrała się większość Polaków w Nagoi, tzn wszyscy których znałem (plus paru tórych nie znałem) minus Monika. Przyjechała też rodzina Kusiaków, którzy wrócili do Polski tuż przed moim przyjazdem. Muszę powiedzieć że niesamowicie mili ludzie. Pośpiewaliśmy kolędy(akompaniament - Zbyszek), pojedliśmy (każdy przynosił 1 danie - ja rybę w galarecie która zajeła mi sobotnie popołudnie), i przegadaliśmy dobre 4-6 godzin.
| 2007年12月16 |
Karolina i Piotrek też jadą na święta do Polski (z tego kolendy tydzień wcześniej), i okazało się że lot powrotny do Japonii mamy tym samym samolotem, więc koło 8 wyszedłem od nich żegnając się "Do zobaczenia w Helsinkach!" (lecimy Finairem przez Helsinki, tylko że ja z Monachium a oni z Warszawy).
Friday, December 7, 2007
Nihongo Nouryoku Shiken i inne
W zeszłą niedzielę zdawałem Nihongo Nuryoku Shiken, 2kyu. Raczej nie zdam. Mimo że słuchanie i kanji/słownictwo dobrze mi poszło, to całkowicie zawaliłem część 3, najważniejszą, czytanie i gramatykę. Powód - czytanie, gramatykę całą zrobiłem, ale słabo bardzo. Nie znam 1000 kanji oficjlanie wymaganych na ten poziom, i jeżeli w przypadku słownictwa można często słowa z kontekstu zgadnąć (jeżeli zna się słowo a nie kanji), to w przypadku tekstów bez znania tych kanji nie da się zrozumieć tekstu po 1-krotnym przeczytaniu. Po 3-krotnym da się, ale potem 2/3 pytań wypełnia się losowo z braku czasu, jak w moim przypadku.
Zaskoczyła mnie ilość zdających, tam gdzie ja zdawałem było ich coś 3-5 tysięcy, a drugie tyle w innym uniwerku w Nagoi. Z rana były naprawdę tłumy idące z metra na egzamin. Duża większość Chińska, ale tego się można było spodziewać. NIestety przez te tłumy nie znalazłem się w końcu ze znajomymi któzy też zdawali (tylko że inna sala, na 2kyu było ich 14), więc trochę nudne były przerwy w egzaminie.
Tydzień upłynął bez większych zdarzeń, tyle tylko że dyskutowaliśmy z Moniką nasze plany wyjazdu do Chin w Marcu, lecz dziś naprawdę udało mi się popisać.
Wracałem z Aikido do domu, po drodze chciałem zachaczyć o Yamada denki - sklep z elektroniką, przez co musiałem jechać nieco okrężnie. No i przy tym okrężaniu zagapiłem się, nie skręciłem gdzie trzeba i totalnie się zgubiłem. Najpierw myślałem że szybko znajdę dużą ulicę i nią wrócę, ale zamiast tego wylądowałem między polami (nawet z unoszącym się zapachem gnojówki). W końcu znalazłem drogę ekspresową której szukałem, i pojechałem nią ... w przeciwną stronę. Dopiero już za Nagoją widząc znak drogowy "Toyota City - 12 km" się poznałem na mojej pomyłce.
W sumie, zamist zwykłych 30 min jechałem do domu 2 godziny dłużej...
Zaskoczyła mnie ilość zdających, tam gdzie ja zdawałem było ich coś 3-5 tysięcy, a drugie tyle w innym uniwerku w Nagoi. Z rana były naprawdę tłumy idące z metra na egzamin. Duża większość Chińska, ale tego się można było spodziewać. NIestety przez te tłumy nie znalazłem się w końcu ze znajomymi któzy też zdawali (tylko że inna sala, na 2kyu było ich 14), więc trochę nudne były przerwy w egzaminie.
Tydzień upłynął bez większych zdarzeń, tyle tylko że dyskutowaliśmy z Moniką nasze plany wyjazdu do Chin w Marcu, lecz dziś naprawdę udało mi się popisać.
Wracałem z Aikido do domu, po drodze chciałem zachaczyć o Yamada denki - sklep z elektroniką, przez co musiałem jechać nieco okrężnie. No i przy tym okrężaniu zagapiłem się, nie skręciłem gdzie trzeba i totalnie się zgubiłem. Najpierw myślałem że szybko znajdę dużą ulicę i nią wrócę, ale zamiast tego wylądowałem między polami (nawet z unoszącym się zapachem gnojówki). W końcu znalazłem drogę ekspresową której szukałem, i pojechałem nią ... w przeciwną stronę. Dopiero już za Nagoją widząc znak drogowy "Toyota City - 12 km" się poznałem na mojej pomyłce.
W sumie, zamist zwykłych 30 min jechałem do domu 2 godziny dłużej...
Thursday, November 29, 2007
No i po egzaminach wejściowych
W końcu, po wtorkowych egzaminach z angielskiego i matematyki/fizyki, wczorajszym z elektroniki / telekomunikacji oraz prezentacji mojej pracy magisterskiej i propozycji badań na przyszłość, skończyłem procedurę egzaminów wejściowych na studia doktoranckie.
Ogólnie dobrze poszło, z wyjątkiem lekkiej wpadki na egzaminie mat/fiz, oraz opacznego zrozumienia tematu moich badań przez 2 profesorów, i nieoficjalnie zdałem (oficjalnie prawdopodbnie jutro zdam).
No to teraz przygotowuję się do niedzielnego egzaminu z japońskiego, Nihongo Nouryoku Shiken 2kyu(2 stopień od góry), choć tego mogę już nie zdać.
Ogólnie dobrze poszło, z wyjątkiem lekkiej wpadki na egzaminie mat/fiz, oraz opacznego zrozumienia tematu moich badań przez 2 profesorów, i nieoficjalnie zdałem (oficjalnie prawdopodbnie jutro zdam).
No to teraz przygotowuję się do niedzielnego egzaminu z japońskiego, Nihongo Nouryoku Shiken 2kyu(2 stopień od góry), choć tego mogę już nie zdać.
Friday, November 23, 2007
Wizyta wujka Marcina + najgorsza rozmowa telefoniczna
Dziś przyjechał do Nagoi wujek Marcin, akurat jest teraz w Japonii ze względu na swoje badania, i oprócz długich rozmów po drodze zdołaliśmy zobaczyć zamek, chram Atsuta i galerie handlową z świątynią Osu Kannon. Ogólnie słabo... ale porozmawialiśmy sobie długo chodząc i rozmawiając przy obiedzie i kolacji, a o to głównie chodziło.
Drugim ciekawym wydażeniem była moja najgorsza rozmowa telefoniczna w życiu.
O co chodzi:
Chciałem wziąść udział w programie w któym płaci się NGO 400$ i oni wysyłają jeden bardzo ciekawy specjalnie dla dzieci w ciężkich warunkach zaprojektowany laptop (tzw 100$ laptop) do biednego kraju, i taki sam dla mnie na adres przeze mnie wskazany w USA (w moim przypadku - kuzynka Tammy).
Przez Paypala nie mogłem tego załatwić (Mój Paypal tylko Polskie adresy wysyłkowe przyjmuje ... czego mieliśmy już dowód), więc musiałem przez telefon ustalić i zapłacić.
Mój akcent + przeziębienie + Skype + zniekształcenie przez telefon + niemrawość umysłowa telefonistki sprawiły że było to piekło, tłumaczyć musiałem wieokrotnie, powtarzałem wszystkie numery, imiona i adresy po 4 razy, i cała rozmowa zajeła mi 21min.
Ale zakończyła się sukcesem! ... tak mi się zdaje.
Zobaczymy do Lutego, do kiedy ma laptop przyjść do Tammy.
Drugim ciekawym wydażeniem była moja najgorsza rozmowa telefoniczna w życiu.
O co chodzi:
Chciałem wziąść udział w programie w któym płaci się NGO 400$ i oni wysyłają jeden bardzo ciekawy specjalnie dla dzieci w ciężkich warunkach zaprojektowany laptop (tzw 100$ laptop) do biednego kraju, i taki sam dla mnie na adres przeze mnie wskazany w USA (w moim przypadku - kuzynka Tammy).
Przez Paypala nie mogłem tego załatwić (Mój Paypal tylko Polskie adresy wysyłkowe przyjmuje ... czego mieliśmy już dowód), więc musiałem przez telefon ustalić i zapłacić.
Mój akcent + przeziębienie + Skype + zniekształcenie przez telefon + niemrawość umysłowa telefonistki sprawiły że było to piekło, tłumaczyć musiałem wieokrotnie, powtarzałem wszystkie numery, imiona i adresy po 4 razy, i cała rozmowa zajeła mi 21min.
Ale zakończyła się sukcesem! ... tak mi się zdaje.
Zobaczymy do Lutego, do kiedy ma laptop przyjść do Tammy.
Sunday, November 18, 2007
Po długiej przerwie ...
Trochę się niestety rozpuściłem i przestałem regularnie pisać. Obiecam postaranie się o poprawę tej sytuacji ;) .
Plan na dziś:
1. Najbliższe zdarzenia
2. Opis paru ciekawych przeszłych eventów
3. Ciekawostki nt Japonii
1. Najbliższe zdarzenia
Jestem obecnie w trakcie przygotowywań do egzaminu na studia doktoranckie który jest za tydzień w poniedziałek i wtorek, egzamin pisemny 2-częściowy - Matematyka i Fizyka oraz Elektronika i Telekomunikacja plus prezentacja pracy magisterskiej i planów. Do pisemnego muszę jeszcze trochę popracować, prezentację już przetrenowałem ale muszę skrócić o 1/4 czas prezentacji.
W piątek przyjeżdża do mnie wójek Marcin, razem jedne dzień zwiedzania Nagoi planuję, ale jeszcze dokłądnie co ... nie wiem, bo niestety w samej Nagoi naprawdę unikalnych miejsc raczej brak.
A 2 Grudnia Nihongou Nouryoku Shiken - egz z Japońskiego, ja próbuję zdać 2 kyu (2 od góry), choć czasu na przygotowania mało...
2. Opis paru ciekawych przeszłych eventów
Działo się, działo ostatnio. Z ważniejszych rzeczy w zeszły weekend pojechałem na homestaya do rodziny w Ichinomiya (między Nagoją i Gifu). Było ciekawie ale normalnie, rodzinka z 2 małymi dzieciakami, ojciec zapracowany. Tylko ... matka należała do tzw. Hippo Family, organizatorzy homestaya, grupa która wierzy w porozumiewanie się wszystkimi możliwymi językami, bo są podobne. Może to i fajne podejście, ale sprowadza się do wkuwania głupich obcojęzycznych opowiastek i powtarzania z ostrym japońskim akcentem(francuskiej opowiastki nie zrozumialem). Ogólnie, spotkań Hippo Family, których były 2 w ciągu 2 dni, nie lubiłem. Zdjęcia mam, ale papierowe bez skanera w zasięgu wzroku.
W zeszły czwartek udaliśmy się z Piotrkiem i Wojtkiem do Komaki, obejrzeć nasze Polskie siatkarki pokonujące Koreanki (nie zawiodły). Hala w Komaki ma strasznie słaby dojazd, z pociągu szliśmy poboczem około 20 min, ale sam mecz był ciekawy, Piotrek darł się na całe gardło, ja tylko na pół, byliśmy nawet w telewizji - jako jedyni naprawdę się wydzierający.

David, Thierri, Marina, Minjung i ja na tle Korankei
W końcu wczoraj pojechaliśmy z Minjung(Korea) i Mariną(Władywostok) stopem do Asuke z parkiem Korankei, słynnym z czerwonych liści(jak się okazało jeszcze nie teraz). Późno zaczęliśmy ale bez problemu w 2 etapach dotarliśmy, sam autostop był zabawą - Marina nigdy tego nie robiła, a Minjung tylko parę razy w Francji. Poznaliśmy parę pracowników Toyoty - modeli, i 2 dziewczyny (zdumiałem się że nas wzieły, może przewaga dziewczyn w naszej grupie?), i jeszcze jedno małżeństwo.
Na miejscu spotjkaliśmy Davida i Thierriego, którzy dojechali rowerem(4h po górach, David dostał tak w kość że chciał wracać z namia a po rower dziś ponownie pojechać), i razem zwiedziliśmy miasteczko (nastawione na turystów), piękną dolinkę i małe muzeum starej farmy. Na zamek niestety czasu nie starczyło, a wiem że Mijung chciała odwiedzić. Gdybyśmy tylko wcześniej wyjechali ...
Wróciliśmy stopem, byliśmy w domu o 8.
Dziś było party u Piotrka i Karoliny. Zaprosili sporo japończyków, i robiliśmy prezentacje o Polsce po japońsku, jedząc polskie potrawy. Wyszło bardzo dobrze, tylko ludzi było mało, sporo osób się powymawiało, albo wyjechało gdzieś ... mimo to był to mile spędozny czas, pogadałem sporo z paroma japonkami, a Karolina spodziewa się dziecka w Maju.
3. Ciekawostki nt Japonii
Odkąd tutaj przyjechałem już parę razy japończyczy mi mówili że słyszeli że w Polsce piją bardzo wysoko procentowe alkohole. Najpierw oczywiście odpowiadałem: no tak, 40% wódkę pijemy, ale oni zawsze mówili że chodzi im więcej niż 40%, na co ja zazwyczaj wymieniałem śliwowicę, że czasami się pije i że ma do 80%. Oni nadal byli niezadowoleni, choć tutaj zazwyczaj rozmowa schodziła na porównanie 80% śliwowicy z 10-20% umesiu(梅酒), japońskiego likieru ze śliwek.
Sprawa wyjaśniła się po 2 wizytach w saka-ya(supermarket alkoholowy) i rozmowie z Kasią - otóż na półkach sakayi zazwyczaj obok jedynej polskiej wódki - Żubrówki, stoi drugi polski produkt - spirytus rektyfikowany 100%! Mamy opinię pijących czysty spirytus, i Kasia już parę razy odawiała japończykom kieliszka "na modłę polską".
Plan na dziś:
1. Najbliższe zdarzenia
2. Opis paru ciekawych przeszłych eventów
3. Ciekawostki nt Japonii
1. Najbliższe zdarzenia
Jestem obecnie w trakcie przygotowywań do egzaminu na studia doktoranckie który jest za tydzień w poniedziałek i wtorek, egzamin pisemny 2-częściowy - Matematyka i Fizyka oraz Elektronika i Telekomunikacja plus prezentacja pracy magisterskiej i planów. Do pisemnego muszę jeszcze trochę popracować, prezentację już przetrenowałem ale muszę skrócić o 1/4 czas prezentacji.
W piątek przyjeżdża do mnie wójek Marcin, razem jedne dzień zwiedzania Nagoi planuję, ale jeszcze dokłądnie co ... nie wiem, bo niestety w samej Nagoi naprawdę unikalnych miejsc raczej brak.
A 2 Grudnia Nihongou Nouryoku Shiken - egz z Japońskiego, ja próbuję zdać 2 kyu (2 od góry), choć czasu na przygotowania mało...
2. Opis paru ciekawych przeszłych eventów
Działo się, działo ostatnio. Z ważniejszych rzeczy w zeszły weekend pojechałem na homestaya do rodziny w Ichinomiya (między Nagoją i Gifu). Było ciekawie ale normalnie, rodzinka z 2 małymi dzieciakami, ojciec zapracowany. Tylko ... matka należała do tzw. Hippo Family, organizatorzy homestaya, grupa która wierzy w porozumiewanie się wszystkimi możliwymi językami, bo są podobne. Może to i fajne podejście, ale sprowadza się do wkuwania głupich obcojęzycznych opowiastek i powtarzania z ostrym japońskim akcentem(francuskiej opowiastki nie zrozumialem). Ogólnie, spotkań Hippo Family, których były 2 w ciągu 2 dni, nie lubiłem. Zdjęcia mam, ale papierowe bez skanera w zasięgu wzroku.
W zeszły czwartek udaliśmy się z Piotrkiem i Wojtkiem do Komaki, obejrzeć nasze Polskie siatkarki pokonujące Koreanki (nie zawiodły). Hala w Komaki ma strasznie słaby dojazd, z pociągu szliśmy poboczem około 20 min, ale sam mecz był ciekawy, Piotrek darł się na całe gardło, ja tylko na pół, byliśmy nawet w telewizji - jako jedyni naprawdę się wydzierający.
David, Thierri, Marina, Minjung i ja na tle Korankei
W końcu wczoraj pojechaliśmy z Minjung(Korea) i Mariną(Władywostok) stopem do Asuke z parkiem Korankei, słynnym z czerwonych liści(jak się okazało jeszcze nie teraz). Późno zaczęliśmy ale bez problemu w 2 etapach dotarliśmy, sam autostop był zabawą - Marina nigdy tego nie robiła, a Minjung tylko parę razy w Francji. Poznaliśmy parę pracowników Toyoty - modeli, i 2 dziewczyny (zdumiałem się że nas wzieły, może przewaga dziewczyn w naszej grupie?), i jeszcze jedno małżeństwo.
Na miejscu spotjkaliśmy Davida i Thierriego, którzy dojechali rowerem(4h po górach, David dostał tak w kość że chciał wracać z namia a po rower dziś ponownie pojechać), i razem zwiedziliśmy miasteczko (nastawione na turystów), piękną dolinkę i małe muzeum starej farmy. Na zamek niestety czasu nie starczyło, a wiem że Mijung chciała odwiedzić. Gdybyśmy tylko wcześniej wyjechali ...
Wróciliśmy stopem, byliśmy w domu o 8.
| 2007年11月17日 - Wycieczka autostopem do Asuke |
Dziś było party u Piotrka i Karoliny. Zaprosili sporo japończyków, i robiliśmy prezentacje o Polsce po japońsku, jedząc polskie potrawy. Wyszło bardzo dobrze, tylko ludzi było mało, sporo osób się powymawiało, albo wyjechało gdzieś ... mimo to był to mile spędozny czas, pogadałem sporo z paroma japonkami, a Karolina spodziewa się dziecka w Maju.
3. Ciekawostki nt Japonii
Odkąd tutaj przyjechałem już parę razy japończyczy mi mówili że słyszeli że w Polsce piją bardzo wysoko procentowe alkohole. Najpierw oczywiście odpowiadałem: no tak, 40% wódkę pijemy, ale oni zawsze mówili że chodzi im więcej niż 40%, na co ja zazwyczaj wymieniałem śliwowicę, że czasami się pije i że ma do 80%. Oni nadal byli niezadowoleni, choć tutaj zazwyczaj rozmowa schodziła na porównanie 80% śliwowicy z 10-20% umesiu(梅酒), japońskiego likieru ze śliwek.
Sprawa wyjaśniła się po 2 wizytach w saka-ya(supermarket alkoholowy) i rozmowie z Kasią - otóż na półkach sakayi zazwyczaj obok jedynej polskiej wódki - Żubrówki, stoi drugi polski produkt - spirytus rektyfikowany 100%! Mamy opinię pijących czysty spirytus, i Kasia już parę razy odawiała japończykom kieliszka "na modłę polską".
Subscribe to:
Posts (Atom)